W ramach cyklu #mójSuszTriathlon* rozmawiamy z Marianem Górskim,

jednym z zawodników, tworzących niepowtarzalny koloryt suskiej imprezy, który startuje w Susz Triathlon co roku od 7 lat.

Debiutowałeś w zawodach triathlonowych w Suszu w 2011 roku?
Tak. Zawsze byłem aktywny, uprawiałem różne sporty, ale nie triathlon. W 2010 roku przyjechałem do Waszego miasta po raz pierwszy, z kolegą. On startował, a ja się tylko przyglądałem. I bardzo spodobało mi się to, co zobaczyłem, a że akurat poszukiwałem właśnie jakiegoś urozmaicenia biegania, które wtedy uprawiałem., to natychmiast wziąłem się za pływanie i rok później pojawiłem się w Suszu już jako zawodnik triathlonu.

Pojawiłeś się, czyli przyjechałeś z Rudy Śląskiej… rowerem?
Owszem. Wiem, że trochę to dziwne, ale to mój sposób na podróż, który stosuję od 7 lat. Wysyłam tylko oddzielnie piankę, bo jest mało pakowna, ale całą resztę sprzętu zabieram na rower i jadę. Od dwóch lat mieszkam w Solcu Kujawskim, więc mam bliżej, ale wcześniej rzeczywiście mieszkałem na Śląsku i wtedy trasa mojej rowerowej wycieczki miała ponad 600 kilometrów.

I po jej pokonaniu miałeś jeszcze siły na start?
Jasne. Wszystko było opracowane jak należy. Wyjeżdżałem z Rudy Śląskiej tydzień przed triathlonem w Suszu, jechałem 4-5 dni, żeby mieć jeszcze przed startem dzień lub dwa na odpoczynek. I startowałem jak należy, na poważnie. Dwukrotnie znalazłem się nawet na podium w mojej kategorii wiekowej.
Super. Twoje plany logistyczne, jak widzę, nie mają słabych punktów. Co Cię co roku przyciąga do Susza?
Wyjątkowy klimat, którego nie ma chyba nigdzie indziej. Bardzo lubię małe miejscowości i organizowane tam zawody. Panuje w nich przyjazna, rodzinna atmosfera, łatwo nawiązać kontakt z ludźmi. A to dla mnie bardzo ważne. Wynik sportowy – wynikiem, ale chodzi też o zabawę i miłe spędzenie czasu.

Znajdujesz je w Suszu?
Tak, mam już w Suszu wielu znajomych, nawiązałem przyjaźnie, bardzo lubię Waszych wyjątkowych kibiców na trasach. Miasto podczas triathlonowego weekendu żyje sportem i to się czuję na każdym kroku. Teraz każdy przyjazd do Was to dla mnie, oprócz sportowego, także wydarzenie towarzyskie. W Suszu zawsze jest możliwość spotkania się z innymi triathlonistami, rozmowy o pięknej historii Waszych zawodów, wspólnego udziału w wieczornych koncertach plenerowych. O to też chodzi w tym sporcie.
Przy okazji, chciałbym podziękować suszakom, którzy przez wszystkie lata mojej obecności w Suszu pomagali mi m.in. w znalezieniu noclegu. Podczas pierwszych trzech zawodów otrzymałem schronienie od ówczesnego proboszcza parafii Św. Antoniego w Suszu, później od Państwa Rogalów i Tomka Mackiewicza.

Dotarła do nas informacja, że planujesz wyjątkowy bieg na przełomie maja i czerwca?
Rzeczywiście, właśnie w tym okresie planuję bieg z Solca Kujawskiego do Częstochowy. To tylko 320km (śmiech). Po pokonaniu tego dystansu wsiadam na rower i jadę do Susza aby wystartować na „połówce”.

Bardzo dziękuję za rozmowę i zapraszam w czerwcu po raz ósmy do Susza.

Rozmawiał Cezary Oracki.


*W ubiegłorocznej edycji Susz Triathlon w sumie wzięło udział prawie 1300 zawodników. W 2018 roku wystartuje ich podobna liczba. Cieszymy się z ogromnej popularności naszych zawodów, jednocześnie nie zapominając jednak, że za każdym kolejnym numerem na liście startowej kryje się konkretny człowiek i jego indywidualna historia. Chcemy je bliżej poznać, stąd cykl wywiadów #mójSuszTriathlon.